Niepewny powrót…

Sporo się działo, poza tym niestety nie jestem systematyczna przez co blog został zaniedbany.

W międzyczasie postanowienia które sobie określiłam jakoś się rozpłynęły, natomiast zrobiłam prawo jazdy i operację, która na ten moment wiele w moim życiu zmieniła.

Sama tak naprawdę nie wiem co bym chciała napisać bo podczas mojej nieobecności tutaj w głowie było mnóstwo pomysłów, a teraz pustka. Myślę, że na dniach uporządkuję trochę to o czym myślałam przez tyle tygodni i coś uda mi się napisać.

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Niestety…

wiele spraw się sypie, w małżeństwie nie najlepiej, wręcz tragicznie, niby się staramy, ale mam wrażenie, że za późno. Mnóstwo badań do zrobienia odnośnie operacji, spełnienie innych marzeń sypie się jak domki z kart. Mimo tego, że jestem otoczona ludźmi czuję się samotna, czuję, że życie mi ucieka przez palce i wielu spraw będę żałować, że nie zrobiłam wcześniej. Ja wiem, że życie to ciągłe kompromisy, ustępstwa, ale w tym momencie jestem egoistką i mam spore potrzeby tylko dla siebie i nikt nie potrafi tego uszanować. Rozumiem, że każdy ma prawo do własnego zdania, nie wszyscy również na moje pomysły muszą reagować entuzjazmem, nie wszyscy muszą się z nimi zgadzać, ale ja mam prawo mieć własne zdanie i potrzeby, a gdy tak jest wychodzi na to, że jestem złą żoną bo nie liczę się ze zdaniem męża ;( Ja nie oczekuję, aby każdą sprawę omawiał ze mną. Ma prawo podejmować swoje decyzje, dokonywać własnych wyborów i spełniać swoje marzenia w ramach rozsądku bez konsultacji ze mną – niestety z tej wolności nie korzysta. Niestety ja muszę uzgodnić nawet wyjazd na weekend. Nie wystarczy, że poinformuję, że jadę wiedząc, że nie mamy planów i on w tym czasie może robić co chce. Nie wiem czy to ja mam zbyt luźne podejście do życia czy on zbyt poważne. Okazuje się że po kilku latach on mnie nie zna a sam się zmienił z człowieka porządnego i żyjącego obowiązkami. Ja zostałam chyba na etapie obowiązki owszem, ale niektóre nie uciekną, a życie jest po to, żeby coś z niego mieć, a nie ciągle siedzieć w garnkach i biegać z mopem… :(

Strasznie mi się uzbierało, ale non stop słyszę, że czegoś nie wypada, na coś jestem za stara, powinnam być poważna i czuję się jakbym miała co najmniej  70 lat i powinna siedzieć przez TV, a ja mimo wieku czuję się młodo, mam ochotę się wygłupiać, żyć bardziej spontanicznie, nie mieć wszystkiego zaplanowanego co do dnia. :( Nie mamy dzieci, więc kiedy jak nie teraz ? :(

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

niezdecydowanie…

Weekend odpoczynku, jestem sama w domu, i jakoś mi dziwnie, mogę robić co chcę, nie zastanawiać się czy coś komuś nie będzie pasowało i poczułam taką „wolność”, że aż nie wiem co z nią zrobić… Miałam tyle planów, od relaksu, po porządki w swoich szpargałach, od długiej kąpieli w wannie po granie na konsoli, albo układanie puzzli. W końcu stanęło na tym, że prawie 7 godzin spędziłam z mamą świętując na zakupach dzień kobiet i się rozpieszczając. Kupiłam wreszcie u „mojego” cudownego pana spodnie i oczywiście mnie nie zawiódł więc nawet dwie pary spodni znalazły się w torbie, a mój tyłek wygląda pięknie  :oops:, przez co tym bardziej poprawiłam sobie humor i nawet nie zepsułam przymierzaniem, bo przymierzyłam tylko 3 pary, a nie kilkanaście.  Rozpieszczałyśmy się ubraniami, kosmetykami, oraz jedzeniem, tak po prostu, dla siebie dla frajdy. Od kilku tygodni mam kilka nowych ukochanych sklepów, więc tym bardziej zakupy sprawiają mi przyjemność. Dawno nie miałyśmy dla siebie tyle czasu i nie byłyśmy na takich zakupach więc obydwie na koniec dnia byłyśmy bardzo zadowolone. Nawet nie myślałam o innych rzeczach, które przyprawiają mnie o zamęt w głowie i chęć płaczu.

 

Wracając do niezdecydowania to plany na wieczór cały czas ulegają w mojej głowie zmianom, dlatego postanowiłam się najpierw odmeldować tutaj bo dawno mnie nie było i zaczęłam tęsknić.  Znając mnie i moje szalone zapędy wieczór spędzę przy komputerze, bo za nim też się stęskniłam, a potem pewnie zanurzę się z książką w wannie pełnej gorącej wody, będę leżeć i się relaksować, tym bardziej, że w torbie z zakupami znalazła się (ponoć) rewelacyjna kula do kąpieli, więc trzeba ją wypróbować.

 

Wpis tak naprawdę o niczym, ale chwilowo nie czuję się na siłach wałkować problemów, które mnie otaczają.

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Kolejny raz…

jestem ta zła, czy się przyzwyczaiłam ?

Nie, ciągle mnie to zaskakuje, bo ciągle znajdują się sprawy nowe. Nie jestem ideałem, wiem to, ale przecież nikt nie jest. Każdy ma wady i albo je akceptujemy, albo nie, ale żeby próbować zmieniać człowieka na siłę? Tyle ile mogłam i chciałam zmieniłam, więcej się nie da, bo nie będę sobą, a tego bronię jak mogę. Owszem potrafię się zmienić dla kogoś, ale muszę tego chcieć i wiedzieć, że to słuszne, ale skoro ja się zmieniam i ciągle to jest za mało to ja już nie chcę, nawet chyba się cofam. Nie mam już chęci  starania się skoro na każdym kroku mam podcinane skrzydła, nigdy nie będę dość dobra i dość idealna. Nawet takie głupoty jak muzyka która jest puszczona w domu są problemem. Jeśli on słucha ok mimo, że mnie się nie podoba to niech leci jest przecież u siebie w domu, jednak jak ja włączę coś swojego to już jest problem, bo za głośno, bo nie to, bo znów to samo… Wiem, głupota, ale przykładów można mnożyć i mnożyć. Nie czuję się swobodnie we własnym domu, a to już fajne nie jest… Ja wiem, że mieszka się z inną osobą i trzeba brać pod uwagę to, że nie jest się w mieszkaniu samemu, ale ktoś też mógłby zaakceptować moje potrzeby i chwilę „pocierpieć”. Mam dość po raz kolejny, ale jeszcze zbyt mało sił, by powiedzieć dość… Myśl kiełkuje, pomału dojrzewa i w końcu wezmę sprawę w swoje ręce, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu… 

Opublikowano Bez kategorii | 9 komentarzy

Ciężki dzień

Miało być o dniu wczorajszym, ale już mi przeszło i będzie o dzisiejszym :)

Od rana w pracy zaczęło się masakrycznie i wiedziałam, że dalej będzie tylko gorzej, jak to mówią „prawo czarnej serii”. Zostałam wezwana do szefa wszystkich szefów na dywanik, co nigdy się nie zdarzyło, bo przeważnie kontaktuje się z pracownikami przez kierowników. Na szczęście spotkanie przebiegło inaczej niż to sobie wyobrażałam, ale i tak więcej nie chcę przeżywać takiego stresu, wolę chodzić do Niego z własnej woli i potrzeby niż jego przymusu. Na szczęście nic złego nie zrobiłam i nie kontaktował się ze mną przez kierowników bo wyszłoby niepotrzebne zamieszanie, a tak była to dość miła rozmowa.

Pracy tyle, że nie wiem jak się w poniedziałek odkopię, ale muszę dać radę tym bardziej, że w przyszłym tygodniu czekają mnie wizyty u lekarzy i będę w pracy mniej godzin niż powinnam, co prawda potem je odpracuję, ale praca do wykonania jest na już.

Jako chwile relaksu zafundowałam sobie wizytę u kosmetyczki na wątpliwie przyjemne zabiegi, czyli zostałam potraktowana woskiem, w kilku miejscach na dodatek, bo skoro szaleć i cierpieć to raz a porządnie, więc luksus delikatnych okolic też dotknął, przy czym poleciało kilka „Pań”, które się uzbierały przez cały dzień, a już nie miałam sił dłużej powstrzymywać ich „wyjścia”.

W międzyczasie pewna osoba zaburzyła „spokój i równowagę” panującą dzisiejszego dnia i postawiła mnie na równe nogi i w stan gotowości. Próbuję się sprawdzić w pewnym projekcie więc gdybym umiała to pewnie stanęłabym na głowie, żeby pomóc. Niestety nie umiem, a i materiałów nie miałam odpowiednich, ale część organizowałam nawet między prasowaniem ręczników, a koszul. Kto by pomyślał, że podczas prasowania przypomina się człowiekowi, że ma potrzebne rzeczy w domu :)

Jako, że mało mi wrażeń w tle oglądam TV (co robię niezwykle rzadko) z likierem bananowym w kieliszku, a dla relaksu oglądam program „Doświadczyć niezwykłego”, kątem oka widzę, że chodzi o jakieś duchy, dziwne zjawiska, o ile nie wierzę w takie rzeczy to biorąc od uwagę, że piję likier i oglądam takie straszności będę się bała otworzyć drzwi i wyjść z pokoju :D Kolejny program to „Szkolne duchy”, biorąc pod uwagę, że i bez takich programów mam koszmarne sny to chyba dzisiaj nie zasnę :D Nie ma to jak samej sobie na koniec ciężkiego dnia dostarczyć wrażeń :D

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Awantura wisi w powietrzu

Co jakiś czas próbuję sobie wmówić, że już nic nie jest w stanie mnie zdziwić, a co chwilę coś lub ktoś mnie zaskakuje. Wczoraj pewna pani z pracy ewidentnie próbowała mnie sprowokować do awantury, aby mogła się na mnie wyżyć. Jak tylko po dwóch zdaniach zorientowałam się o co chodzi, powiedziałam wprost, że mam bardzo zły dzień i nie chcę ciągnąć tej dyskusji, ponieważ nie chcę powiedzieć kilku słów za dużo, aby nie sprowokować awantury, która jest mi zbędna. Pani dalej próbowała, a ja konsekwentnie odmawiałam prowadzenia dalszej rozmowy. Widząc, że nic nie wskóra wyszła i poszła się użalić, że na nią nakrzyczałam…

Nosz k***a mać, naprawdę jak nigdy panowałam nad sobą, jednak byłam stanowcza, a nie ćwierkająca i mega uśmiechnięta, ale żeby powiedzieć, że na nią nakrzyczałam ? Poza tym czy ja pracuję w przedszkolu, żeby skarżyć na innych bo krzywo na nas spojrzeli, albo nie byli szczęśliwi, że po raz kolejny ktoś podrzuca coś na ostatnią chwilę i wymaga na już? Wiem kiedy krzyczę, wiem kiedy jestem okropna i potem mam wyrzuty sumienia, ale z ręką na sercu stwierdzam, że wcale nie krzyczałam, a jedynie byłam stanowcza.  Widać jak ktoś chce się pokłócić to i pretekst znajdzie i sytuację wyolbrzymi.

Natomiast wiem, że dzisiaj byłam złośliwa (chociaż mogłam być bardziej, ale szacunek do starszych mi nie pozwala), jednak pani z uśmiechem na twarzy zapytała czy dzika furia mi minęła, gdy usłyszała w odpowiedzi, że tak, zadała kolejne pytanie/stwierdzenie? „o widzę, że leki pomogły…”, pełna spokoju odpowiedziałam, że na szczęście nie potrzebuję leków, aby sobie radzić ze sobą, jednak w głowie miałam zdanie zupełnie inne, jednak bardzo bezczelne i nie chciałam się zniżać do poziomu prowokatorki…  Po prostu każda odpowiedź była udzielana z uśmiechem na twarzy po czym atak został odpuszczony…

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Kolejny koniec bycia miłą.

Naprawdę staram się bym sobą, ale przy okazji nie przeszkadzać innym. Jadąc w tramwaju czy autobusie, mimo tego, że przeważnie stoję przy drzwiach, zawsze gdy jest przystanek wysiadam, aby ludzie mogli swobodnie przejść. Przed wsiadaniem zawsze stoję z boku, aby ludzie mogli swobodnie wysiąść, niestety gdy wysiadam ja, przeważnie muszę się przedzierać przez tłum ludzi, który napiera do środka.  Potrafiłam wysiadać z autobusu tylko dlatego, że jechały osoby „bezdomne” od których śmierdziało na kilometr, bo nie byłam w stanie wytrzymać, a potem musiałam czekać na kolejny, co szczególnie zimą bywało dość uciążliwe, bo potrafiłam stać na przystanku bardzo długo z uwagi na warunki panujące na drogach, ewentualnie szłam na pieszo.

Chyba mam dość, chyba zacznę wrzeszczeć na ludzi, którzy stoją w przejściach w autobusie i przed nim, że przez nich nie można wysiąść. Chyba zacznę chodzić do kierowców, aby łaskawie wypraszali osoby śmierdzące z pojazdów, a co najbardziej mnie wkurza często pasażerowie nawet nie otworzą okien. Rozumiem, że nie każdy chce interweniować u kierowcy, ale wsiada się do pojazdu i śmierdzi tak, że można zwymiotować, wszyscy ściskają się jak najdalej od „pana i władcy”, ale nikt nawet nie otworzy okna. Dzisiaj wsiadam do śmierdzącego autobusu i pierwsze co zaczynam otwierać okna i słyszę nagle komentarze za plecami „no w sumie i racja bo bardzo śmierdzi”. Rozumiem, że to otwarcia okna potrzeba jakiś specjalnych mocy, których inni pasażerowie nie posiadają ?!

Czy ludzie są wygodni? Nie myślą? Czy po prostu brak im kultury ?

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Dziwne przypadki

Co ja poradzę na to, że często przyciągam dziwne sytuacje i albo biorę w nich udział, albo wszystko dzieje się obok mnie.

Wczoraj to już chyba się uzbierało bo dawno żadnej przygody nie miałam. Grafik napięty, ale w międzyczasie chciałam sobie spodnie kupić, więc wpadam do sklepu proszę pana o konkretne spodnie dał mi rozmiar taki, że się dopiąć nie mogłam, proszę o większe dostałam takie, że się utopiłam. No to pan przeskoczył na inny model i znów daje mi kilka par bo, albo nie zna swojej rozmiarówki, albo ja taka nie wymiarowa. Po którejś parze z  kolei powiedziałam panu, że jeśli teraz nie dostanę odpowiedniego rozmiaru to niestety będę musiała wrócić w innym terminie, bo nie mam aż tyle czasu. Przy czym pan stwierdził „Ja chyba czegoś nie rozumiem, nie ma Pani czasu ? (nie ważne, że straciłam około 10 minut, bo Pan nie był w stanie dobrać rozmiaru) Przecież tam kolejna klientka stoi i przez Panią musi czekać, a pani teraz mówi, że nie ma czasu…” Po czym zaczął mnie poganiać, żebym szybko opuściła przymierzalnię bo tam Pani czeka… Nosz kurde naprawdę chciałam spodnie i naprawdę chciałam tam wrócić w innym terminie, ale teraz to już na pewno tego nie zrobię. Takie bardzo duże przeciwieństwo do ostatniego postu mi się trafiło. Zdecydowanie byłam zachwycona sklepem ze spodniami, w którym pan mnie zmierzył, obejrzał dokładnie zapytał jaki kolor mnie interesuje, po czym poszukał podał i to były „te”. Idealne, mimo, że jestem niewymiarowa. Wystarczyło, że pan poświęcił mi chwilę czasu zanim zaczął wciskać każdą parę do przymierzenia, bo nawet takie przymierzanie bez końca potrafi zniechęcić.  Chyba muszę poświęcić trochę czasu i wrócić do tego sklepu, mimo, że to drugi koniec miasta.

Kolejne sytuacje.

Siedzę w przychodni godzina 17:20 wpada pacjentka do poczekalni i pyta kto na 17:00, a że nikt się nie przyznał to usiadła i czekała po czym wepchnęła się przed dziewczynę, która miała wizytę na 17:10 twierdząc, że przecież ona jest na 17:00. Nie ważne, że siedziałyśmy co najmniej  pół godziny, a pani wpadła mocno spóźniona (w co wątpię, pewnie znalazła fajny sposób na wbijanie w kolejkę, no chyba, że nie ma w sobie za grosz kultury). Pani wręcz stratowała tamtą pacjentkę wpychając się do gabinetu. Ja rozumiem, że można się spóźnić, możliwe że w marcu sama będę miała taki przypadek bo będę miała jedynie numerek, a nie godzinę wizyty, a będę musiała  się dodatkowo zwalniać z pracy i jechać pociągiem prawie 2 godziny, ale jeśli minie moja kolej to grzecznie wejdę po osobach, które już w poczekalni czekały, za to nowym mówiąc, że są za mną. Wystarczyło nawet żeby pani przeprosiła powiedziała jakąś bajeczkę typu nie przyjechał autobus, pies dostał rozwolnienie no kurcze cokolwiek, byle przeprosić i poprosić czy może wejść właśnie teraz. Nie znoszę postawy roszczeniowej, niestety taka chyba wczoraj panowała, gdyż dodatkowo już od innej pacjentki, opierdziel dostała pani w recepcji i to dosłownie za niewinność.  Po tym zdarzeniu już wszystkie pacjentki prawie płakały ze śmiechu, że po świecie chodzi tyle „przemiłych” osób i z abstrakcji danych sytuacji.

 

A to wszystko tylko jednego popołudnia, a nawet bardziej wieczoru.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Uczciwy sprzedawca

Przeważnie idąc do sklepu sprzedawcy za wszelką cenę próbują nam wmówić, że ich towar jest najlepszy, we wszystkim nam pięknie i prawie każdy krem jest stworzony specjalnie dla nas. Dlatego zawsze jak idę do sklepu radzę sobie sama, żeby nie zrobili mi „prania mózgu” i żebym nie zgłupiała do reszty :D Zawsze bardzo dziękuję za pomoc i chodzę, oglądam, wącham, testuję. Dzisiaj pojechałam po konkretny podkład, fakt tani nie był w związku z powyższym naczytałam się opinii, żeby nie żałować, ale wiedzieć jednocześnie co sprawdzać, żeby nie wyjść wysmarowana czymś na co nie warto zwracać uwagi. Wchodzę do sklepu i kieruję się do odpowiednich półek, delikatnie tester na dłoń i rozczarowanie… No to stoję i myślę co dalej bo przecież ja po tą konkretną rzecz przyjechałam i konkretnej marki. Podchodzi przemiły uśmiechnięty Pan i pyta czy w czymś pomóc. Pewnie Panią bym odesłała, ale skoro Pan się mną zainteresował to go „pomęczę” tym bardziej, że byłam już zdesperowana. Mówię w czym problem i że ogólnie ciężko ze mną bo cera kapryśna i przemiły Pan mnie zaskoczył. Zaczął wypytywać jakich podkładów używałam do tej pory co mi w nich nie odpowiadało, dodatkowo zapytał o pielęgnację twarzy, a że właśnie po raz enty  zmieniam krem z o wiele niższej półki niż oferuje ich sklep to powiedział, że ma nadzieję, iż to będzie ten właściwy krem, ale gdyby nie to wtedy mogę przyjść i poleci mi coś od nich. Zdecydowanie mnie zaskoczył, bo przeważnie od razu byłabym nagabywana do kupna, no bo skoro do tej pory nie trafiłam na ideał to znaczy, że on czeka w ich sklepie. Mało tego dostałam trochę podkładu z testera do domu, żebym mogła na spokojnie przetestować na twarzy w warunkach domowych, a nie w kącie sklepu na dłoni. Jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że przemiły Pan będzie zawsze wtedy kiedy będę coś w tego sklepu potrzebować. Bo co jak co, ale po tusz do rzęs zawsze tam wrócę.

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

pieniądze

Byłam z koleżanką na zakupach, takich typowo babskich. Koleżankę uwielbiam za to jaka jest, podziwiam za to jak się ubiera, mimo, że między nami jest przepaść to polubiłyśmy się od razu. Przepaść nie tylko w stylu bycia, ale również w sytuacji finansowej. Wychowywana w domu gdzie na nasze czasy dzieciństwa posiadanie oryginalnych rzeczy w moim otoczeniu było czymś nieosiągalnym. Wychowana w takiej rodzinie zna sklepy o których ja nie mam zielonego pojęcia, lub zawsze przechodzę obok bo wiem, że nie będzie mnie na nic stać. Chodziłyśmy po sklepach wszystkich bez wyjątku tych „jej i moich”. Okazało się, że mimo wychowania i pewnych „manier bycia”, nie kupuje wszystkiego co popadnie bez patrzenia na cenę.  Wybiera starannie i kupuje to co potrzebne, patrząc również na to, czy coś uda się kupić gdzieś taniej w promocji. Zaskoczyła mnie tym, bardzo pozytywnie, nie oceniałam jej wcześniej, jednak delikatnie i cichutko jej zazdrościłam. Wchodząc do „jej sklepów” czułam się nieswojo, jednak robiła wszystko, żebym czuła się swobodnie, pokazywała ciekawe rzeczy praktycznie na każdą kieszeń.  Potem poszłyśmy na kawę okazało się, że mimo pieniędzy nie miała szczęśliwego dzieciństwa i zasypywanie jej drogimi rzeczami nie przynosiło szczęścia, dlatego teraz jest taka rozsądna. Dzięki niej wiem, że też mogę sobie pozwolić na chwilę szaleństwa po sklepach i markach nie osiągalnych nie bankrutując. Nie chodzi o sam fakt posiadania markowej rzeczy, ale po prostu o to, że pewnie rzeczy mi się podobają niezależnie od mody czy marki.  Jednak widać pieniądze to nie wszystko i nie zawsze dają szczęście.

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Wyjątkowe walentynki…

jako, że nie mam parcia na walentynki i uważam, że kochanie się jednego dnia jest co najmniej dziwne, nie będę tego dnia obchodzić. Jednak, żeby było inaczej niż codziennie, wybieram się lekarza na kolejne szczepienie, które przybliża mnie do operacji. Minie kolejne kilka dni i wyczekiwana wizyta u neurologa, która jest najważniejsza bo w jego rękach cała moja operacja, jeśli nie wyrazi zgody na pełną narkozę  to nie mam co marzyć o normalnym wyglądzie.  Niby takie operacje są przeprowadzane przy znieczuleniu, ale wiem, że nie poradziłabym sobie psychicznie podczas takiej operacji.  Z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej jestem przerażona. Wiem, że to jeszcze kilka miesięcy i staram się nie myśleć o tym teraz, jednak czasami mam napady myśli o tym co mnie czeka po.  Jak ciężko będzie potem przez pewien okres czasu normalnie funkcjonować, że może coś nie wyjść.  Zdecydowanie wiem, że powinnam poczekać ze wszystkimi rozmyśleniami do opinii neurologa bo może nic z tego nie wyjdzie, ale wiadomo rozum swoje, a myśli i serce swoje.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Odwyk…

Jak zwykle gdy jest mi źle, ból głowy daje o sobie znać ze zdwojoną siłą. Zdecydowanie dla mojego organizmu to, że nie radzę sobie z problemami to zbyt mało, dodatkowo mam bonus w postaci bólu takiego, że ledwo można funkcjonować nie mówiąc już o skupieniu na pracy. Jednak nie piszę do Niej, nie użalam się, muszę sama sobie poradzić, nie mogę Jej wiecznie wykorzystywać, żeby była kiedy tego potrzebuję, uprzedziłam, że nie będę się odzywać jakiś czas. Dzięki  temu się trzymam, bo przecież nie będę niesłowna, że najpierw uprzedzam, że przez kilka dni będzie z mojej strony cisza, a za chwilę piszę. Jest to swego rodzaju odwyk i jest mi ciężko, ale się staram. Zawsze jak coś się działo pisałam, użalałam się i zawsze dostawałam rady lepsze niż mogłam sobie wyobrazić, zawsze miałam wsparcie, ale czas na to, aby przestać, a przynajmniej zmniejszyć ilość użalania się. Wyciągnęła mnie z naprawdę kiepskiego samopoczucia, gdy bolało tak, że nie mogłam normalnie funkcjonować, bolało od środka tak, jak nigdy. Nawet nie wiedziałam, że można nie chcieć jeść, myśleć, dzięki niej trwało to nie dłużej niż kilka dni. Przez to, że tak mi pomogła zachłysnęłam się Nią, że jest, że mogę na nią liczyć. Trzeba dać jej odpocząć i nie zamęczać sobą, pomału małymi krokami staram się być samodzielna…

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Przeszłość….

wróciła dzisiaj w liczbie dwóch osób, a że zgrzyty były i kilka lat bez kontaktów totalnie nie miałam ochoty na to spotkanie, bo wiedziałam, że wrócę wykończona psychicznie. Jednak wiadomo, że na pogrzeb zjeżdża się cała rodzina i bliższa i dalsza to człowiek z racji sytuacji w której do spotkania dochodzi musi zamknąć buzię na kłódkę, żeby jakaś zadyma nie wyszła. Ciężko było, przez co chyba dzisiaj nie znoszę siebie bo unikanie nie wyszło, więc zachowałam się tak jak wypadało, ale wbrew sobie i konwersacje o wszystkim i niczym prowadziłam. Przez co w duchu sama siebie karciłam, że zakłamana jestem, bo totalnie ochoty na to wszystko nie miałam.  Wystarczająco pewnie już i tak podpadłam, że stałam w kościele i się nie modliłam, nie śpiewałam znów dupę będę miała obrobioną, że całe zło tego świata jestem no i się ugięłam, że zła to przyznaję, ale chociaż dobrze wychowana i rozmowę prowadziłam.

Ostatnio sporo tych pogrzebów w otoczeniu i coraz bardziej wiem jak chciałabym, żeby mój wyglądał. Urzędnik niech powie co ma powiedzieć, muzyczka może jakaś ckliwa np na skrzypcach pograć, ale potem koniec… Kto ma ochotę niech pójdzie w grupie na piwo, kto ma ochotę niech idzie na imprezę,a kto cierpi może sobie usiąść przy kawie i powspominać jaka wredna zołza byłam.  Nie chcę trumny, niech po śmierci biorą te narządy, które  mogą komuś życie uratować, niech mnie spalą co by mnie robaki nie jadły (chociaż i tak będzie mi to obojętne, ale że dżdżownic nienawidzę, to nie chcę żeby po mnie chodziły :P )  i bez stypy. Potem zamiast nagrobka zwykłą płytę na ziemię poproszę (żeby chwastów nie było) z jakimś fajnym napisem i tyle.  Jakoś cała ta sytuacja z pogrzebami takimi zwykłymi mnie przeraża, nic nie pasuje do mnie i ja tak nie chcę.
Jeśli ja będę chowała kogoś bardzo mi bliskiego nawet nie chcę, żeby mi kondolencje składali. Każdy mówi, że mu przykro, że współczuje, a pojedzie do domu i ma wszystko gdzieś więc po co mi takie „pocieszanie” ? Sama nigdy nic nie mówię bo co pomogą takie słowa ? Nic, jedynie przytulić mogę, aby ewentualnie ramieniem do wypłakania wesprzeć, albo pokazać, że w razie potrzeby to ramię jest gotowe przyjąć łzy.

Ogólnie ciężki dzień dzisiaj był. Przez to spotkanie jestem wykończona psychicznie, jedyny plus spotkania przeszłości jest taki, że spięłam się w sobie i żeby złość na samą siebie wyrzucić wzięłam się za pewne rzeczy, które miałam zrobić od dawna.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

za dużo myślę.

Zdecydowanie za dużo myślę, w głowie gonitwa myśli, obrazów, skojarzeń. Nie ważne, czy to dzień czy noc. Jedyny plus gonitwy myśli w dzień jest taki, że mam nad nimi jakąś kontrolę, niestety w nocy bywa gorzej.  Za dużo analizuję… Są sytuacje, że wiem doskonale co powinnam lub co chciałabym zrobić, ale zanim podejmę decyzję jest za późno. Chwila już nie wróci, a ja żałuję, bo wiem, że już nie będę miała okazji. Za dużo się zastanawiam co dana osoba miała na myśli, czy odpowiednio odbieram to co chce mi przekazać. Niestety akurat to ostatnie to trochę przez niektórych ludzi, którzy po pierwsze „dali popalić”, po drugie są zakłamani. Wiem, że coś do mnie mają co ich zachowanie zmieniło się diametralnie, a że nie lubię niewyjaśnionych sytuacji to pytam wprost „o co chodzi?” słyszę „o nic, wszystko jest ok” taa jasne szkoda tylko, że ich zachowanie na to nie wskazuje. Przez to zastanawiam się czy rozmówca mówi co myśli, nie robi podchodów, jest szczery i w kółko się zastanawiam. Czy jeśli się nie odzywa to znów komuś coś nie pasuje tylko nie ma odwagi się przyznać czy po prostu nie ma czasu ? Wiem, że jestem specyficzna, wiem, że jestem inna czasami to boli, że inni tego nie akceptują, ale boli mniej gdy potrafią szczerze powiedzieć co im nie pasuje. Przynajmniej mogę podjąć decyzję czy dla danej osoby chcę się zmienić, czy nie jest warta mojego czasu skoro nie akceptuje tego jaka jestem, czy ma rację czy też to w niej jest problem, a nie we mnie.  Po prostu nie znoszę być stawiana przed faktem dokonanym, że ktoś wybrał za mnie (za moimi plecami) czy dana znajomość ma trwać. Nie zmuszam nikogo do znajomości jednak chcę wiedzieć wprost „mam dość”, „nie dzwoń”, „nic z tej znajomości nie będzie”. Przynajmniej wtedy wiem na czym stoję i nie muszę się zastanawiać, niestety niewielu stać na szczerość.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Już wiem…

ostatnio chodzę zmęczona, rozdrażniona, warcząca na wszystkich dookoła. Dopiero dzisiaj zupełnie przez przypadek dodarło do mnie, że jestem zmęczona ludźmi, tym jak się zachowują, jacy są zakłamani oraz tymi którzy wszystko wiedzą lepiej.

Ci pierwsi są mi w sumie obojętni, jednak pewna sytuacja uświadomiła mi z kim mam do czynienia. Pewna praca do wykonania dla niektórych nieprzyjemna dla innych bez znaczenia. Zainteresowanie ogółu spore i chęć poznania korzyści finansowych, ja zgłosiłam się od razu, chcąc poznać inny odcinek pracy niż ten który wykonuję na co dzień nawet wiedząc, że profitów mogę nie mieć żadnych. Możliwe, że moje przeczucia się sprawdzą więc zainteresowanie innych ucichło, a ja twardo stałam przy swojej decyzji, przez co po pierwsze się naraziłam na niechęć bo chcę coś zrobić dodatkowo za darmo, po drugie bo ze mnie zły człowiek jest, że w ogóle tę pracę chcę wykonać. Nie muszę chyba dodawać, że wcześniej te osoby były chętne zrobić to samo tylko za pieniądze, czy to nie jest przypadkiem sprzedanie samego siebie ? Rozumiem ludzi, którzy od początku nie byli zainteresowani bo było to sprzeczne z ich poglądami, ale chęć zrobienia czegoś za pieniądze, a potem wmawianie komuś, że jest złym człowiekiem bo tamci jednak się wycofali (i nie dlatego, że ruszyło ich sumienie) jest śmieszne.

Drudzy to niestety osoby najbliższe, które doskonale „wiedzą” czego mi trzeba, jak powinnam żyć i co czuć. Rozumiem troskę, ale zamęczanie mnie nią doprowadza do tego, że mam ochotę uciekać jak najdalej. Tym bardziej, że nie mam 5 lat, a i argumenty nie są logiczne. Naprawdę wiem, że mam ciężki charakter, staram się stawiać na swoim i bronić swojej inności, często krytykując śmieszne argumenty i ukazując swoje poglądy.  Szanuję to, że ktoś ma inne zdanie jednak jeśli ja podaję konkretne kontrargumenty, a ktoś ciągle podaje jeden i nic do niego nie dociera no to nie dojdziemy do porozumienia i temat umiera śmiercią naturalną. Bywa jednak, że ktoś poda mi na tyle logiczne wytłumaczenie, że ja naprawdę jestem w stanie przyznać rację i zmienić swoje stanowisko, a nawet i zachowanie. Jednak chyba osoby najbliższe nie potrafią przyznać mi racji i muszę toczyć ciągłą walkę o choć odrobinę siebie….

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

a ludzie narzekają na NFZ…

Byłam zapisana do lekarza na konsultacje. Wszystko załatwione mailowo, prywatna przychodnia więc nie spodziewałam się , że mają głęboko w poważaniu pacjentów. Na szczęście jakiś tydzień przed wizytą miałam jeszcze jedno pytanie więc wysłałam maila i okazało się, że nie dość, iż nie zostałam zapisana to jeszcze łaskawie nawet nie zostałam poinformowana, że lekarz do którego się zapisywałam już nie pracuje. No niby rozumiem, że skoro ktoś pominął zapisanie mnie na wizytę to o braku lekarza nie mieli obowiązku mnie informować, ale z drugiej strony miałam szczęście, że napisałam odpowiednio wcześniej, bo inaczej zmarnowałabym sobie dzień wolny z pracy. W związku z powyższym lekarza już nie zmieniam i mam wrażenie, że los pomógł mi podjąć decyzję. W międzyczasie jestem w trakcie szczepień przeciwko żółtaczce, a za miesiąc mam wyznaczone wizyty do lekarzy specjalistów (laryngolog i neurolog). Przygotowania idą pełną parą, więc akurat w tej sferze mojego życia nie muszę narzekać…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

jeden telefon…

a potrafi tyle zmienić, jeden telefon, a potrafi podnieść ciśnienie jakbym wypiła co najmniej kilka kaw.  Przypomniał sobie o mnie, co prawda przypomina sobie w miarę regularnie, czasami po to żeby zaprosić do siebie, ale częściej bo czegoś potrzebuje. Przeważnie potrzebuje pieniędzy… Nie ważne, że to burzy określony porządek, że to ja powinnam mieć w nim wsparcie w razie potrzeby, nie ważne, że nigdy nie prosiłam o wiele tylko o to, aby był. Nie dawał na nic, nie interesował się czy mam co jeść, w czym chodzić, czy mam na książki cokolwiek… Tłumaczenie ? Przecież wiedziałem, że Twoja mama sobie poradzi… a jakie miała wyjście skoro nie mogła na niego liczyć ? Jeden telefon, kilka słów ” Córka będzie się z Tobą kontaktować Pani z MOPS-u, żeby sprawdzić jaką masz sytuację finansową, żebyś mogła mi pomóc…” a ja mam kolejną walkę do stoczenia…

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Przygotowania – część 3

Byłam u lekarza rodzinnego, kochany jest bardzo, mam wszystkie niezbędne skierowania do lekarzy specjalistów, kilkanaście przegadanych minut co dalej i jak mnie poprowadzi przez przygotowania do operacji. Pierwszy dzień szczepienia mam za sobą, ręka boli, kolejne szczepienie w Walentynki :D
Nie wiem jak to działa, ale… mam tatuaż, chcę iść na operację, a przeraża mnie głupi zastrzyk :P Dzisiaj czeka mnie wydzwanianie i szukanie wolnych terminów u specjalistów, wolę nie myśleć jakie terminy są mi w stanie zaproponować…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Uzależnienie…?

Mamy do czynienia z różnymi rodzajami uzależnień, od alkoholu, papierosów, itd. każdy wie więc wysilać się nie muszę. Jednak czy można się uzależnić od osoby ? Nie wiem, ale chyba przez to przeszłam. Poznałam kogoś kilka lat temu, znajomość była zwykła poprawna, jakiś sms raz na pół roku, spotkanie podobnie i to wszystko. Przyszedł czas, że spotkania były częstsze bardziej z sytuacji które wynikały niż z wielkich chęci obydwu stron. Zawsze tą osobę podziwiałam, szanowałam za to jaka jest, jakie ma poglądy i twardo walczy o swoje. Przyszedł dzień, który wszystko zmienił przez co ja nie mogę się pozbierać. W sumie nie wiem dokładnie co się wydarzyło, ale początkowa troska podczas naszego spotkania jaką otoczyła mnie ta osoba gdy byłam w kiepskich stanie psychicznym spowodowała, że znajomość najbardziej ta smsowa rozwinęła się w ekspresowym tempie, kilkanaście – kilkadziesiąt smsów dziennie na spotkania nie było szans z uwagi na odległość. Były to wiadomości długie, obustronne, ale z jasno określoną sytuacją, że to na mnie spoczywa odzywanie się jako pierwsza. Taka sytuacja trwała ponad miesiąc gdzie wyczekiwałam na każdą odpowiedź, gdy tylko nie miałam telefonu w zasięgu ręki to pierwsze co robiłam sprawdzałam czy przyszła odpowiedź. Nawet nie sądziłam, że można tak wyczekiwać jakiegokolwiek kontaktu od drugiej osoby. Były jasno określone granice, szczerość, cokolwiek by się nie działo… Sama chciałam takiej szczerości bo mam dość obłudy w kontaktach z ludźmi. Osoba „ciężka do rozgryzienia”, a jednocześnie szczera do bólu więc nie trzeba było się zastanawiać czy jeśli mówi/pisze jedno to przypadkiem nie myśli czegoś innego… Okazało się, że im bardziej ja się angażowałam w znajomość ta osoba powiedziała dość… Kontakt mamy, zdecydowanie bardziej ograniczony bo nie mam już takiej śmiałości, bardzo chciałabym umieć si,ę teraz zachowywać normalnie, ale chyba nie potrafię. Staram się ze wszystkich sił, wiem czego się ode mnie oczekuje, wiem, że w pewnym momencie dla osoby która ceni sobie spokój i ciszę i nie potrzebuje nikogo było mnie za dużo… Wiem że zachłysnęłam się tą znajomością, aż za bardzo… Miałyśmy umowę, wszystko było jasne od samego początku, więc pretensje mogę mieć tylko do siebie co nie zmienia faktu, że boli… Nie potrafię nic poradzić na to, że jeśli kogoś lubię i szanuję to całą sobą, że się angażuję… Jednak nadal szanuję i podziwiam ją, że mimo troski o innych potrafi postawić granice, które pozwolą jej być sobą…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pod skalpel idzie nos, czyli zmagań – dzień drugi

W piątek pobudka o 5:30 szybkie szykowanie i przygotowanie do podróży. 5 godzin w podróży w jedną stronę do zdecydowanie sporo, na szczęście wzięłam książkę więc czas jakoś upłynął… Na miejscu jako, że czasu było niewiele a i droga nie do końca znana postanowiliśmy pojechać taksówką. Grzecznie podchodzimy do pierwszej w kolejce po czym Pan prosi, abyśmy zaczekali bo przed nim jest jeszcze kolega, na którego zaraz zatrąbi w przeciągu kilki sekund będzie. Zaskoczeni byliśmy bo u nas zdecydowanie panowie taksówkarze interesują się tylko sobą i podkradają klientów, oczywiście nie wszyscy, ale z taką sytuacją, aby ktoś odmówił kursu na rzecz kolegi jeszcze się nie spotkaliśmy.

W klinice praktycznie pusto nie licząc Pani w rejestracji i jednej pary poza nami, miła odmiana od tego co mnie spotkało w środę. Pan Doktor wyszedł wyprostowany uśmiechnięty i zaprosił do gabinetu. Miałam ze sobą swoją listę z pytaniami, tym razem praktycznie też nie miałam potrzeby jej wyjmować, ale tylko dlatego, że Pan doktor bardzo szczegółowo opisał to co miał do powiedzenia łącznie z plusami i minusami całej sytuacji i ewentualnymi zagrożeniami, powikłaniami. Po każdej części wypowiedzi pytał czy chcemy wiedzieć coś jeszcze. Na koniec z całej mojej listy nie odhaczyły się dwa pytania więc je zadałam i dostałam równie wyczerpujące odpowiedzi oraz z uwagi na mój stan zdrowia wytyczne do dodatkowych badań, pomimo całej listy obowiązkowych. Wzbudził nasze zaufanie więc termin operacji jest zaklepany. Zaskoczył mnie również tym, że podziękował za to, że przyjechaliśmy do niego taki kawał drogi i tyle godzin spędziliśmy w podróży. Okazało się że nie tylko jest kompetentnym  lekarzem, ale też bardzo miłym człowiekiem dla swoich pacjentów. Przede wszystkim nie obiecywał cudów, nie twierdził, jak poprzedni, że po tygodniu od operacji będę mogła nosić okulary bo tych nie będę mogła nosić przez kilka tygodni. Nie twierdził, że zaraz po operacji będę wyglądała normalnie, tylko uprzedził o zapuchnięciu, zasinieniach co jest całkowicie oczywiste i normalne i nie chciałam, aby ktoś twierdził inaczej bo nawet jeśli mój organizm zareaguje idealnie to przecież nikt nie jest tego w stanie stwierdzić, muszę wiedzieć co mnie może czekać, a jak będzie to się okaże.
Powrót pociągiem był już mniej przyjemny bo ogrzewanie nawaliło więc skulona i opatulona w szalik i rękawiczki czytałam książkę może gdybym miała jeszcze kubek gorącej herbaty mogłabym sobie wyobrażać, że siedzę sobie w fotelu owinięta kocem, ale, że herbaty nie było to i wyobraźnia szwankowała. W domu  byliśmy po 22:00 z czego jednego dnia 10 godzin w pociągu, ale nie żałuję.

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

zmagań dzień pierwszy…

Na pierwszy ogień moich wizyt poszedł szpital NFZ, jako, że prawie zawsze miałam szczęście do „moich” lekarzy, uznałam, że od tego trzeba zacząć.
Pomijam, że ze stresu pomyliłam ulice obydwie zaczynające się na K jednak między nimi jest kilka przystanków różnicy, pomijam również, że tramwaj wywiózł mnie bo przystanki przeniesione i nie potrzebnie wracałam na pieszo do pierwszej ulicy, po czym musiałam znów taki kawałek biec  na przystanek na którym wysiadłam,   a spokojnie mogłam jechać dalej do tej właściwej ulicy. Przerażona  do przychodni wpadłam punktualnie, a kolejki w rejestracji niesamowite wbiegłam na drugie piętro, aby przepraszać za spóźnienie i prosić o chwilę cierpliwości, aż dopełnię formalności. Taa… mimo swojego wieku jestem naiwna.  Przed gabinetem tłum z wcześniejszych godzin, więc spokojnie już zeszłam na parter, aby założyć kartę.
Numerek do rejestracji wyciągnięty i z nudów obserwuję otoczenie, ciągle ktoś się wpycha, tylko pyta, podchodzi do zamkniętych okienek bo przecież skoro zamknięte to pani po drugiej stronie na pewno się nudzi, nie ważne, że jest zawalona papierami. Po 20 minutach szczęśliwa podeszłam się zarejestrować dostałam piękną kartę pacjenta i szczęśliwa, ale zestresowana poszłam na górę.
Oczywiście moja wizja wizyty lekarskiej też była wielce wyidealizowana, bo skoro 3 lekarzy miało mnie oglądać to sądziłam, że gabinet będzie wyglądał zupełnie inaczej, miałam się czuć bardziej jak na egzaminie, długi stół za nim lekarze i gdzieś obok sprzęt medyczny, a okazało się że gabinet malutki, lekarze poupychani po kątach. Ok nie ważne, ważniejsze przecież jaką mają wiedzę i kompetencje a nie to, że siedzą gdzie popadnie. Usiadłam powiedziałam w czym problem zdrowotny i estetyczny, gdzie Pan doktor stwierdził, że zdrowotny to owszem na NFZ, ale estetyczny już za pieniądze wręczając mi wizytówkę do swojej prywatnej kliniki. Poprosił na fotel obejrzał wszystko, pomimo, iż sam stwierdził że problem zdrowotny występuje stwierdził, że nie jest on ważny i skupił się na estetyce wykonywanej w swojej klinice. Nie ważne, że odczuwam skutki zdrowotne i przeszkadzają mi w normalnym funkcjonowaniu. Zadałam kolejne dwa pytania i zdecydowanie Pan doktor przeraził mnie odpowiedziami. Więcej pytań, mimo całej listy nie miałam… Nie chodzi o to, że mnie wystraszył operacją czy szczegółami, uznałam, że skoro ktoś mi wmawia, że tydzień po operacji dość inwazyjnej mogę robić pewne rzeczy to uznałam, że mówi wszystko co ja chcę usłyszeć, a nie to co powinnam wiedzieć. Tyle, że się przeliczył bo zdecydowanie potrzebowałam potwierdzenia moich obaw, a nie wmawiania mi, że moje ciało po operacji od razu będzie się nadawało do całkowitego użytku. Wiem, że te informacje brzmią dziwnie, ale jeszcze nie do końca chcę pisać o jaką część ciała chodzi, jednak wiem, że po takiej operacji moje życie może się zmienić diametralnie i wierzę, że na lepsze, jednak nie dzięki temu lekarzowi. Mimo tego, że był bardzo miły, niestety nie wzbudził mojego zaufania.
Po wyjściu znając nazwisko przeszukałam internet, moje obawy się potwierdziły. Mimo, iż wiem, że każdy może napisać wszystko, nawet człowieka nie znając i zawsze biorę na wszystkie opinie w internecie poprawkę, to jednak tutaj upewniłam się w swoich obawach i ucieszyłam, że po prostu wyszłam.

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Boję się…

głupia jestem wiem, boję się tak jak chyba nigdy się nie bałam. Po źle przespanej nocy, wróć po prawie nie przespanej bo źle to ja śpię co noc, myślałam że rano po prostu zemdleję ze stresu. Jestem głupia bo to tylko wizyta u lekarza, ale dla mnie na tyle poważna że panikuję. Czeka mnie u różnych lekarzy takich wizyt kilka, jednak ta jest tą pierwszą na dodatek będę musiała mówić o sobie przed 3 lekarzami (bo tak liczny jest skład na konsultacji w innych miejscach wyżalam się jednemu), więc panika. Spisywanie pytań, gonitwa myśli w głowie, a znając życie i tak wyjdę nie pocieszona bo czegoś się nie dowiedziałam…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Postanowienia Noworoczne…

nie wierzę w to, że jeśli postanowię sobie coś na nowy rok to na pewno będę się tego trzymać, zbyt zmienna jestem… jednak do pewnych decyzji dojrzewałam od jakiegoś czasu, jednak nie miałam odwagi ich zrealizować, więc tak naprawdę nie do końca są postanowieniami noworocznymi, a jednak terminy zbiegły się akurat na rok 2014 więc od niego zaczynam.
Najpoważniejszą decyzją jest mój maraton po lekarzach, aby zrobić pewną operację. W najbliższych dniach mam pierwsze konsultacje, więc możliwe, że najbliższe dni będą wypełniały moje myśli jednym tematem. Niestety, zmieniłam swoje poglądy o oszukiwaniu ludzi. Nigdy nie przekonywały mnie dziewczyny wymalowane z toną tapety, które nie pokazywały się mężczyznom bez makijażu. Owszem makijaż jak najbardziej, ale nie zawsze i wszędzie bo dla mnie to było jawne oszukiwanie ludzi, partnera/przyszłego partnera. Staniki typu push up to też takie oszukiwanie. Rozumiem, na jakieś wyjście, na specjalne okazje, ale nie zawsze i wszędzie, aby potem w łóżku nie było niezręcznej sytuacji bo szok, bo coś jest inaczej i nie jest tak jak było. Teraz sama chcę oszukać świat i ludzi, z jednej strony są wskazania medyczne (pewnie gdyby nie one nie podjęłabym się, mimo, że nie zagraża to mojemu życiu, to chcę) z drugiej nie mam siły psychicznej do zaakceptowania siebie, tym bardziej, że nie chodzi o makijaż, stanik. Tego się nie da zmienić inaczej, nie da się oszukać nawet na chwilę, zostaje jedynie operacja. Teraz tylko pozostaje wybrać dobrego lekarza i od tego zaczyna się ten rok.

Zanim dojdzie do operacji mam zamiar zadbać o siebie i ciało i trochę poczucie bezpieczeństwa jako, że trafiam na ulicach na dziwnych ludzi, mam zamiar zacząć uczyć się samoobrony :)

Po trzecie wracam do fotografii. Dostałam na okres wakacyjny kuszącą dla mnie propozycję (czysto dla przyjemności), do której muszę się przygotować i po kilku latach obijania poznać na nowo swój aparat.

Co z tego wszystkiego wyjdzie ? Zobaczymy, myślę że są to na tyle realne do zrealizowania plany (już nie obiecuję sobie, że zacznę wcześniej wstawać, albo przestanę coś robić na ostatnią chwilę, bo wiem, że tego i tak nie spełnię :) ), że nie będzie problemu, aby wcielić je w życie.

Opublikowano Bez kategorii | 8 komentarzy

powolny powrót…

Te kilka miesięcy odkąd zamieszczałam tutaj cokolwiek minęło tak szybko, że nawet nie wiem kiedy… Widocznie jeśli dzieje się źle człowiek skupia się na problemach i czas ucieka zdecydowanie szybciej.
Tyle się działo i tyle mam do wyrzucenia z siebie, że tak naprawdę nie wiem od czego zacząć, a ten rok ma być zdecydowanie trudniejszy, mam kilka postanowień, które muszę zrealizować, uparłam się i mimo konsekwencji będę do dążyć do celu…

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

„Oszukane”

Na film chciałam się wybrać od jakiegoś czasu, aż w końcu się udało. Dzień wcześniej, mimo, że nigdy tego nie robiłam postanowiłam poczytać opinie widzów na temat tego filmu. Byłam bardzo zaskoczona negatywnymi i pełnymi jadu komentarzami, które były większością opinii jakie znalazłam w internecie. Krytykiem filmowym nie jestem więc na pewne tematy nie będę zwracała uwagi, a pewnie wielu przeszkadzają.

Muzyka podobała mi się bardzo, ale to tak tytułem krótkiego wstępu bo za chwilę będzie już poważniej.

Poszłam nie na film, poszłam na historię pisaną przez życie. Historię, która wywróciła bohaterom świat do góry nogami. Może dlatego, że wiedziałam o tym, że gdzieś mieszka rodzina/ mieszkają rodziny, które przeżyły taką tragedię, film chłonęłam jak tylko mogłam, aby jak najbardziej odebrać emocje, które musiały towarzyszyć bohaterom w ich ciężkich chwilach. Jestem wrażliwa na krzywdę innych, tym bardziej przejmowałam się postaciami i współczułam im w różnym stopniu w zależności od sytuacji, co prawda nie płakałam, ale podczas jednej sceny miałam łzy w oczach, a kilka rzędów dalej słyszałam pochlipywanie. Podczas kilku miałam ciarki i myślałam „jak ja im/jej współczuję”.  Może wielu wydam się człowiekiem, który przeżywa byle jaką i pierwszą lepszą historię, bo i tego typu komentarze czytałam, jednak wiem jedno – jeszcze bardziej doceniam moją mamę.

Opublikowano Bez kategorii | 10 komentarzy

zmiany…

Gdy patrzę w lustro już nie mam ochoty płakać, co prawda jeszcze nie uśmiecham się na widok swojego odbicia w nim, pewnie nigdy tego nie zrobię, jednak jestem w stanie chociaż w miarę zaakceptować to co widzę. Cera poprawiona i wreszcie nie straszę czerwienią jakbym była muchomorem, idealnie gładka nie jest i pewnie nie będzie, ale przynajmniej w większości ma jednolity „normalny” odcień. Rysy twarzy to zupełnie odrębny rozdział, którego chyba nigdy nie zaakceptuję.

 

W pracy pieprzy się totalnie i czuję się źle, ktoś narusza moją przestrzeń w sposób przeze mnie na co dzień i w innych okolicznościach nie dopuszczalny, a w tym przypadku nic nie mogę zrobić przez co jestem zła na siebie i czasami czuję się upodlona. Co prawda nie dochodzi do poważnych naruszeń jednak te wystarczają, abym czuła się skrępowana i bezsilna. W związku z zaistniałą sytuacją, aż nie chcę myśleć jak mogą czuć się dziewczyny, które mają gorzej, bądź są w pracy napastowane seksualnie skoro ja z „tak błahymi zachowaniami” nie potrafię się pogodzić, ani odpowiednio zareagować.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

szczerość nie jest mile widziana…

ja nie jestem bardzo lubiana, zdaję sobie z tego sprawę. Nie potrafię grać tak jak mi zagrają i nie zawsze potrafię się dostosować do ogółu.  Nie potrafię zachwycać się nad czymś co mi się nie podoba tylko dlatego, że wszyscy się zachwycają.  Nie krytykuję tego, że innym się podoba po prostu mówię, że moim zdaniem coś fajne nie jest. Natomiast jeśli uważam, że musiałabym komuś sprawić przykrość to po prostu się nie odzywam.  Chyba, że ktoś mnie zapyta o ocenę to nie będę kłamała, udawała, że jest cudnie a za plecami obgadywała, krytykowała. Często widzę takie zachowania, gdy ktoś zostaje zaskoczony czyimś ubiorem więc najłatwiej zaskoczenie (negatywne) ukryć komplementem „świetnie wyglądasz”, po czym za plecami zapytać „matko co ona na siebie założyła/ jak ona wygląda”. Moja maska, którą zakładam wychodząc z domu polega na tym, że jak najmniej wyrażam swoje zdanie bo wiem, że nie jest ono mile widziane, niestety nie rozumiem dlaczego ludzie wolą słyszeć fałszywe komplementy i być obgadywani, niż szczerą kulturalną prawdę spowodowaną troską lub zwyczajną szczerością.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

W końcu do mnie dotarło

nie wiem na jak długo.  Zawsze mogłam wyglądać gorzej.  Zawsze mogło być tak, że totalnie nic bym w sobie nie akceptowała. Nie zależy mi na adoratorach z pracy, ulicy, jednak dostrzeganie mnie wtedy, gdy ubiorę się w spódnicę, albo rurki jakoś mnie nie satysfakcjonuje, wręcz wkurza. Ocenianie człowieka jedynie po wyglądzie jest tak puste, że szkoda mi słów.  Nie twierdzę, że nie chcę czuć się atrakcyjna, chciałabym najbardziej w oczach swoich i męża. Kłamałabym gdybym powiedziała, że kulturalne komplementy nie sprawiają mi przyjemności, jednak słuchanie ich wtedy kiedy się wystroję, bądź najzwyczajniej w świecie założę spódniczkę powoduje smutek…

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Wiosna, a w sercu smutek.

Wiosna za oknem, a ja nadal mam tak fatalny humor, że chce mi się płakać. Dzisiaj co prawda trochę się „wyżyłam” jeżdżąc na rowerze jednak tylko wtedy było dobrze. Nadal trzymam się zmienionej  formy dbania o cerę i widzę drobną poprawę przynajmniej nie wyglądam bez podkładu jakbym była spalona na raka, zobaczymy czy to tylko chwilowa poprawa czy też zabiegi i zmiana kosmetyków wyszły mi na lepsze. Ogólnie trochę posypałam się zdrowotnie, w piątek kolejna wizyta u lekarza, która lekko mnie przeraża… zobaczymy gorzej tygodnia już nie mogłam zacząć więc może chociaż jego końcówka będzie lepsza.

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

fatalny nastrój

Znów mam kiepski humor i wyć mi się chce na sam widok mojej osoby w lustrze, obiecuję sobie, dbam a cera jaka była taka jest… od dzisiaj wymieniłam kremy, zero podkładów, takie przykazanie odgórne tylko ciekawe czy coś da…. Zazdroszczę, choć wiem, że to zła cecha… Zazdroszczę dziewczynom, które mają idealną cerę, figurę, rysy twarzy… Czasami się pocieszam, że zawsze mogło być gorzej, że mogłam wyglądać jak niektóre osoby, które mijam na ulicy i strasznie im współczuję tego jak muszą się czuć skoro ja sama ze sobą czuję się strasznie. Podła jestem, e porównuję się do gorszych, no wiem, czasami wychodzi ze mnie taka cecha… Jednak potrafię się do tego przyznać, przyznaję, że zazdroszczę, że się porównuję, że mam dość… Co z tego, że mam zajebiste nogi, na temat których często słyszę komplementy i sama nie skromnie uważam, że są fajne i w sumie bym się nie zamieniła… Skoro ludzie patrzą na twarz i po niej oceniają drugiego człowieka nie po zajebistych nogach, nie po charakterze, tylko po twarzy i wtedy widzę chamskie reakcje, komentarze…. Już nawet nie chodzi o brak idealnej cery, ale o rysy, całokształt…

Opublikowano Bez kategorii | 10 komentarzy